sobota, 12 listopada 2011

ŁZS w starciu z wiesiołkiem

Ostatnio mam coraz mniej czasu na pisanie, ale w związku z dokonaniem pewnego (rewelacyjnego według mnie) odkrycia postanowiłam szybko się nim z wami podzielić.

Kolejnym moim sposobem na łojotokowe zapalenie skóry jest.... wiesiołek. I (uwaga!) to działa.
Dotychczas łzs w okolicach nosa odnawiał mi się regularnie raz na jakiś czas, od ponad dwóch miesięcy mam spokój. Jak go osiągnęłam? Najpierw użyłam swojej maści dziegciowej (przygotowywanej w aptece na receptę, niestety składu nie pamiętam), która lekko przysuszyła mi skórę.
Potem, jako że przy okazji jakichś poszukiwań w sieci trafiłam na info o tym, że olejek z wiesiołka może leczyć niektóre przypadki łojotokowego zapalenia skóry, a nawet poleca się go osobom chorym na łuszczycę, pobiegłam do apteki po wiesiołka i kupiłam sobie kapsułki.
Kapsułkę przecinam a olejek raz na dwa / trzy dni stosuję na skórę. Odkąd to robię nie mam żadnych zmian przy nosie i to nawet po zjedzeniu chleba, którego staram się oczywiście nie jadać, ale czasem nie potrafię się powstrzymać.

Jak dla mnie -rewelacja. Polecam! Przy okazji dodam, że taką kapsułkę warto też od czasu do czasu połknąć, żeby zawarte w wiesiołku kwasy zadziałały od wewnątrz. Podobno pomagają na problemy ze stawami, na cholesterol, a przede wszystkim wzmacniają odporność.


czwartek, 26 maja 2011

Mój sposób na ŁZS (łojotokowe zapalenie skóry)

Z poprzednich postów mogliście odnieść wrażenie, że nic mi nie dolega. Dolega i owszem. Od lat mam łojotokowe zapalenie skóry, dochodzą do tego wahania wagi. Nad tym drugim znacznie łatwiej zapanować, nad pierwszym? Niekoniecznie. Muszę się bardzo, ale to bardzo pilnować.

Łojotokowe Zapalenie Skóry jest chorobą nieuleczalną. U mnie pojawiło się w wieku lat hm.. mniej więcej dwudziestu pięciu. Pamiętam, że zaczęło się od plamki w okolicy nosa. Plamka była czerwona, w środku pojawiło się coś w rodzaju pryszcza (takiego dziwnego nacieku). Swędziało i piekło. Poszłam do dermatologa. Usłyszałam diagnozę. Nie przejęłam się nią, bo dostałam receptę z lekiem - sterydowym. Maść działała rewelacyjnie. Po kilku dniach stosowania plamka zniknęła, a że miałam wtedy dość spokojne i sielankowe życie przez bodajże rok cieszyłam się skórą bez skazy.
Zaczęło się, na nowo, przed rozwodem.
Plamka pojawiła się ponownie, podobny wykwit zjawił się i po drugiej stronie nosa. Wyglądałam paskudnie i znów poszłam do dermatologa.
Dostałam tym razem maść dziegciową (sterydy były zdaje się w odstawce) która pomagała ale musiałam stosować ją stale - raz na trzy dni. Jeśli się nie posmarowałam zmiany na skórze pojawiały się ponownie i stawały się coraz rozleglejsze.
Rozwód minął, zaczęło się cieszenie wolnością.
I co? Ano nic, stwierdziłam dzięki temu, że bardzo szkodzi mi piwo, po którym swędzenie skóry i rozmiar plam wokół nosa nasilały się w takim stopniu, że wstydziłam się wyjść z domu.
Piwo i imprezy poszły w odstawkę.
Zaczęło się normalne życie i zdrowy styl życia.
Pomogło.
Do czasu.
W pewnym momencie zauważyłam, że wykwity pojawiają się ponownie. Znowu dermatolog, znowu maść dziegciowa i w ramach uzupełnienia kuracji seboderm. Zaczęłam jednak szukać informacji na temat tej choroby i stwierdziłam, że ogromne znaczenie może mieć stres i pożywienie.
Zaczęły się eksperymenty.

Każda stresująca sytuacja w pracy przyczyniała się do powstawania wykwitów.
Jednocześnie bardzo uważnie obserwowałam swoje reakcje na jedzenie. Metodą prób i błędów doszłam do wniosków następujących:
- plamy na skórze, swędzenie, pieczenie i różne inne paskudztwa nasilają się po zjedzeniu pieczywa, pizzy i wszystkich tych pokarmów, które robione są z mąki,
- po alkoholu natychmiast mam wysyp, ale bardzo dobrze toleruję czerwone wino, co mnie bardzo zdziwiło,
- wiatr bardzo mi szkodzi, ale słońce już nie,
- doskonale robi relaksacja tj. ćwiczenia jogi (między innymi) dzięki nim wyciszam się i zmniejszając stres zapobiegam pojawianiu się plam.
Ostatnio eksperymentuję też z urynoterapią - jeśli plamy się pojawią (czasem po prostu muszę zjeść pizzę) smaruję zmiany skórne świeżym moczem i po kilku minutach myję twarz. Mocz wysusza, ale plamy nie znikają - wtedy stosuję przepisaną przez dermatologa maść. Po kilku dniach mam spokój do.... następnej pizzy.

Postanowiłam o tym napisać, bo ciekawa jestem jak Wy radzicie sobie z chorobą. Studiuję co prawda uważnie wątki poświęcone ŁZS na forach internetowych, dość skrzętnie wypróbowuję różne sposoby, ale niezawodnego sposobu jeszcze nie znalazłam. Jeśli macie jakieś pomysły podzielcie się proszę (oby bez sterydów i bez dziegci :-)).




piątek, 6 maja 2011

Ćwiczyć na czczo czy nie ćwiczyć?

Zastanawiałam się ostatnio nad kwestią ćwiczeń na czczo. Jeszcze jakiś czas temu twierdzono, że ćwiczenie przed śniadaniem pozwala na efektywniejsze spalanie tłuszczu. Dziś niewielu dietetyków godzi się z tą opinią podkreślając jednocześnie fakt, że organizm rano potrzebuje paliwa, a solidne śniadanie jest czymś, co zabezpiecza nam dobre warunki funkcjonowania na cały dzień.

Ćwiczenia na czczo wiążą się z wywołaniem zjawiska katabolizmu (spalania mięśni), a co gorsza rośnie po nich poziom kortyzolu, co jak wiadomo niekorzystnie wpływa na cały organizm.

Jakoś nie potrafię przekonać się do tej opinii. Ćwiczę jogę przed śniadaniem i pomimo paru lat na karku nie mam większych problemów ani z sylwetką ani ze zdrowiem. Osobiście śniadanie jadam dopiero w godzinę po przebudzeniu, z czego pół godziny (minimum) poświęcam na ćwiczenia. Faktem jest, że to joga, a więc głównie ćwiczenia izometryczne - mimo wszystko wymagają one pewnego wysiłku i spalają kalorie tak jak każdy inny rodzaj ćwiczeń fizycznych.

Zastanawiałam się nad tym zjawiskiem dość długo i szczerze mówiąc nie przemawiają do mnie ani zalecenia osób uparcie twierdzących, że ćwiczenie na czczo jest zdecydowanie niewskazane jak i popularyzatorów takiej formy wysiłku. Wiele osób z mojego otoczenia nie jest w stanie w ogóle funkcjonować przed śniadaniem, a ich pierwszą czynnością po przebudzeniu (i ogarnięciu się w toalecie) jest właśnie zjedzenie obfitego śniadania. Osoby te, jeśli ćwiczą, ćwiczą wieczorem.

Powiedziałabym więc, że i w tym przypadku to jak postąpimy i jak zareaguje organizm jest kwestią indywidualną.


Z drugiej strony trafiłam ostatnio na opis ciekawego badania - naukowcy na którymś z uniwersytetów przeprowadzili eksperyment na zdrowych osobach uprawiających kolarstwo. Osoby te poproszono o przejechanie (na rowerach stacjonarnych) określonej ilości kilometrów po czym poddano je dość dokładnym badaniom łącznie z oznaczeniem poziomu pewnych enzymów odpowiedzialnych za intensywność metabolizmu. Okazało się, że u tych właśnie osób, poziom enzymów przyspieszających metabolizm rósł po takim właśnie wysiłku i, co ciekawe, utrzymywał się na podwyższonym poziomie przez większość dnia. Z badania mogłoby więc wynikać, że wysiłek na czczo zwiększa tempo metabolizmu a co za tym idzie przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej. A jak jest naprawdę? Nie wiem, myślę, że każdy powinien znaleźć swoją własna receptę dla siebie.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Joga na obrzęki

Obrzęki miewają różne przyczyny, a wśród nich wiele chorób, toteż dolegliwości tego rodzaju pod żadnym pozorem bagatelizować nie należy. Pierwsze kroki, zawsze, kierujemy do lekarza, który wykluczy bądź zdiagnozuje poważne choroby.
Najczęściej jednak przyczyny obrzęków są dość prozaiczne. Jedną z nich jest niedobór potasu, obrzękom sprzyja też nasz styl życia: niezdrowe odżywianie się, zbyt duża konsumpcja soli i cukru, oraz paradoksalnie przyjmowanie środków moczopędnych (jakże często związane z odchudzaniem).

Jako pierwsze pojawiają się obrzęki w rejonie kostek (staw skokowy) i w okolicach oczu. Jak możemy sobie z nimi radzić? Oczywiście farmaceutykami i to najczęściej robimy, ale na dłuższą metę faszerowanie się lekami nie wystarczy. Konieczne jest zrobienie czegoś więcej. Czego? Joga i w tym temacie ma sporo do powiedzenia, choć oprócz ćwiczeń pomogą nam też naturalne substancje odwadniające (a raczej usprawniające obieg wody w organizmie). Substancje takie zawarte są w olejach roślinnych, białku, orzeszkach (niesolonych! sól zatrzymuje wodę w organizmie) oraz w bananach, oliwkach i migdałach. Co ciekawe odwadniająco działają też ziemniaki!

Jakie pozycje jogi sprzyjają likwidacji obrzęków?
Jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań warto ćwiczyć świst, pług, szarańczę oraz kobrę.

Powodzenia!

sobota, 15 stycznia 2011

Bóle pleców

Kiedy bolą plecy życie staje się częstokroć nie do zniesienia. Sama mam z tym problem, bo większość czasu spędzam niestety przy biurku taka praca, a pracować trzeba. Czasem człowiek w nawale obowiązków po prostu się zapomina i nie robi nawet minimalnych przerw, które plecom (i oczom jeśli pracujemy przy komputerze) są niezbędne, dają im chwilę wytchnienia, pozwalają odetchnąć i zmienić nieco pozycję, dzięki czemu bóle pod koniec dnia nie są tak intensywne.
Długie stanie działa podobnie. Jeśli do tego w ogóle nie ćwiczymy (trudno ćwiczyć gdy coś boli, ale warto się przełamać, bo ruch to najlepsze lekarstwo) z czasem plecy dają się tak we znaki, że gdyby nie tabletki przeciwbólowe nie bylibyśmy w stanie funkcjonować.
Lepiej zapobiegać niż leczyć, a na zapobieganie nigdy nie jest za późno.
Osobom, które długie godziny spędzają przy komputerze proponuję nastawianie budzika i robienie krótkich przerw regeneracyjnych (i ćwiczenia w tym czasie, a przynajmniej dość intensywny spacer, nawet tylko wokół biurka). Jeśli w pracy głównie stoisz za moment poznasz sposoby na odciążenie kręgosłupa. Pamiętaj też, że o plecy trzeba dbać w czasie snu. O tym też za moment.
Co robić, by wyeliminować zbędne obciążenia?

1. Siedzimy w pozycji wyprostowanej na siedziskach, które mają w miarę twardą tapicerkę i są fizjologicznie wyprofilowane. W czasie siedzenia nie krzyżujemy nóg, bo to blokuje krążenie (tj. chodzi o to, by nie zakładać nogi na nogę). Stopy warto oprzeć na jakiejś podstawce tak by ustawić je nieco wyżej. Plecy zachowujemy w miarę proste, nie pochylamy się nad klawiaturą. Raz na jakiś czas konieczna jest przerwa, warto wtedy choćby przespacerować się wokół biurka, porozciągać, zrobić kilka skłonów (z lekko ugiętymi kolanami), wykonać parę skrętów głową. W czasie siedzenia przed komputerem raz na jakiś czas warto zrobić parę ćwiczeń izometrycznych, zaprzeć się o biurko i silnie odpychać (nie zmieniając pozycji i wbijając plecy w oparcie krzesła lub fotela) .

2. Nie stoimy długo w bezruchu, bo to niepotrzebnie obciąża kręgi lędźwiowe, jeśli już musimy stać przestępujmy z nogi na nogę, albo przesuwajmy biodra ku tyłowi i przodowi na przemian (delikatnie). Najlepiej jednak podstawić coś pod nogę (taborecik) jeden łokieć opierając na kolanie tej nogi. Taka pozycja jest optymalna dla kręgów lędźwiowych.

3. Śpimy na dość twardym materacu, który dostosowuje się do fizjologicznego kształtu naszego kręgosłupa. Materac nie może być bardzo twardy - musi się odkształtcać, z drugiej strony nie powinien być miękki na tyle, byśmy się weń w całości zapadały. Zakup materaca warto poprzedzić wnikliwą analizą i osobistym testowaniem jego właściwości.
Teoretycznie najlepszą pozycją do spania jest pozycja na boku z ugiętymi kończynami (we wszystkich stawach) to odmiana pozycji płodowej, jeśli śpimy na plecach śpijmy z poduszką ortopedyczną pod głową i poduszeczką lub zrolowanym kocem pod kolanami. Śpiąc na brzuchu unikajmy poduszki (kładąc głowę płasko na podłożu i opierając się na policzku), a pod stopy podkładajmy zrolowany kocyk tak, by unieść je lekko ku górze.

4. Wszelkie ciężary podnosimy bardzo ostrożnie, robiąc przysiad i podnosząc je z przysiadu. Pracę wykonują w tym momencie silne mięśnie ud, a kręgosłup jest odciążony. Unosząc się nie prostujemy kolan całkowicie, staramy się by całą pracę związaną z dźwiganiem i podnoszeniem wykonywały mięśnie kończyn (górnych i dolnych) oraz mięśnie brzucha i pośladków.

5. Stojąc i chodząc pracujemy biodrami przesuwając je w przód i w tył, w ten sposób lędźwie nie "zastygną" w jednej pozycji i zostaną odciążone.

6. Nigdy, pod żadnym pozorem, nie dźwigamy ciężarów na biodrze, nie opieramy się też biodrami o nic. Idealną pozycją do stania jest stanie w lekkim rozkroku, z palcami stóp skierowanymi na zewnątrz. W tej pozycji zachowujemy lekko ugięte kolana, prostujemy maksymalnie plecy wypinając nieco w przód klatkę piersiową. Głowę trzymamy wysoko uniesioną, napinamy mięśnie brzucha i pośladków. Głęboko oddychamy.

7. Jak najwięcej ruszamy się i ćwiczymy. Tylko w ten sposób wzmocnimy mięśnie odpowiadające za prawidłowe utrzymanie naszego ciała w pionie i w poziomie. Mocne mięśnie odciążą kręgosłup.

Jeśli ból jest nie do zniesienia lub stopniowo nasila się coraz bardziej idziemy do lekarza. Pod żadnym pozorem nie bagatelizujemy go.